Michael J. Goldberg M.D.

Autyzm w swojej klasycznej definicji był i pozostaje zaburzeniem destruktywnym. Określenie to dotyczy  ciężko upośledzającego zaburzenia, które występuje stosunkowo rzadko, u około 1-2 noworodków na 10 000 urodzeń.
W tej ciężkiej odmianie “klasycznego autyzmu” występuje brak mowy czynnej. Mogą też pojawiać się symptomy bardzo nietypowego, powtarzającego się agresywnego i autoagresywnego zachowania. Zwykle odbiegają też od normy stosunek do ludzi, przedmiotów i zdarzeń. Rodzice zauważają, że coś jest „nie tak” zwykle w ciągu pierwszych trzech do sześciu miesięcy życia dziecka. Ich dzieci nie gaworzą ani nie uśmiechają się, nie okazują czułości i nienaturalnie na nią  reagują. W ostatnim dziesięcioleciu wyłonił się nowy typ autyzmu, często nazywany “syndromem autyzmu” (ASD). Dzieci cierpiące na to zaburzenie zwykle wydają się zdrowe przez pierwszych 15-18 miesięcy życia. Brak jest symptomów, które pediatrzy bądź neurolodzy mogli by uznać za nietypowe. Te dzieci zaprzeczają do tej pory obowiązującemu przekonaniu, że 70-80% autystycznych dzieci jest umysłowo upośledzonych. Zwykle raczkują, siadają, chodzą i osiągają w terminie normalne etapy motoryczne. Do czasu ujawnienia się choroby są uczuciowe i wydają się mieć ponad przeciętną inteligencję.
Dzieci z ASD  mogą zacząć  rozwijać mowę, a następnie, bez ostrzeżenia, przestają robić postępy  lub cofają się. Regres następuje nagle. Czasem są spokojne, a w innych przypadkach nadpobudliwe. Często rozwijają się u nich autostymulacje (np. trzepotanie ramionami, kiwanie, kręcenie się, czy uderzanie głową). Z biegiem czasu niektóre z nich wykazują wyraźne symptomy tak podobne jak i nietypowe, jak u dzieci przedtem diagnozowanych jako “klasycznie autystyczne”.

Gdy odbywałem staż jako pediatra, powiedziano mi, że jeśli spotkam się z jednym autystycznym dzieckiem w życiu czy w pracy, to będzie dużo. To, z czym spotykam się w dniu dzisiejszym, nie jest autyzmem, o którym uczyłem się w akademii medycznej 20 lat temu. To kiedyś stosunkowo rzadkie zaburzenie obecnie może wystąpić z  20-krotnie wyższym prawdopodobieństwem. Przedtem autyzm występował na 1-2 przypadków z 10 000 urodzeń. Obecne statystyki wskazują częstotliwość 20 na 10 000 urodzeń (a sugerowane są nawet wielkości rzędu 40 na 10 000 urodzeń – dane z 1997 r.).  W przeszłości autyzm był uważany za schorzenie “psychiatryczne”. Dziś wiadomo, że autyzm jest uwarunkowany medycznie, a nie psychicznie. Być może jednym z powodów, dla których nikt do tej pory nie znalazł odpowiedzi na problem autyzmu jest sposób, w jaki o nim myśleliśmy (a raczej – nie myśleliśmy o nim w medycynie). Badacze medycyny ogólnej w większości nie szukali odpowiedzi na autyzm, ponieważ uważali, że jest to zaburzenie nie poddające się postępowaniu medycznemu. Terapia autyzmu była prowadzona głównie przez psychologów i nielicznych psychiatrów.
”Syndrom autyzmu”, chociaż wciąż leczony głównie przez psychologów i psychiatrów, nie jest już uważany za schorzenie psychiatryczne. Jest schorzeniem biologicznym, które wymaga interwencji medycznej. Lekarze dopiero teraz zaczynają rozumieć medyczne przyczyny, jak i faktyczne i możliwe sposoby terapii autyzmu.

Chociaż obecnie dzieciom z „klasycznym autyzmem” medycyna może pomóc dzięki pogłębieniu naszej wiedzy na temat fizjologii mózgu, to uważam, że byłoby celowe oddzielenie dzieci z syndromem autystycznym od tych z „klasycznym autyzmem”. Kiedy stopniowo dzieci z syndromem autyzmu zaczną być klasyfikowane jako problem „medyczny”, to jednocześnie będą  odseparowane od wielu negatywnych konotacji i poczucia beznadziei kojarzonych z „klasycznym autyzmem”. Może to być korzystne dla promowania badań i finansowania pomocy dla tych dzieci. Różnice pomiędzy obiema grupami można by podsumować w następujący sposób:
Autyzm klasyczny
– Dziecko wcześnie (tj. 3 – 6 mies. życia) „odbiegające od normy”.
– „Klasyczne” autystyczne objawy.
– Objawy domniemane jako „statyczne” – nieodwracalne.

 Syndrom autyzmu

– Rosnąca populacja dzieci z “autystycznymi / PDD” cechami zachowania. Obecne szacunki: 20-40 dzieci / 10 000 (wielkość może wynosić nawet 1-5%).

– NIE ma „obiektywnych” fizycznych objawów uszkodzenia / defektu neurologicznego.

– Większość (wszystkie?) mają niewydolność układu odpornościowego, prawidłowo ocenianą    jako dysfunkcja o charakterze medycznym – potencjalnie poddająca się  terapii medycznej.

– Generalnie „normalne” we wczesnym dzieciństwie (zwykle do 15-18 miesiąca życia).

– Nietypowe symptomy Zespołu Aspergera, Landau Kleffnera, ADHD / warianty ADD.

– Potencjalne progresywne zaburzenie (jeśli nie leczone).

– Może wyjaśnić przyczynę wielu przypadków zespołu „Landau-Kleffnera”.

Autyzm i układ odpornościowy
Od ostatnich 20 lat jestem klinicystą – praktykiem. W 1982 r. moja żona zapadła na „nieznaną” chroniczną chorobę. Próbując jej  pomóc rozpocząłem badania  i studia dysfunkcji neuropoznawczych oraz dysfunkcji odpornościowych. Ostatecznie choroba  została zdiagnozowana jako Zespół Chronicznego Zmęczenia i Dysfunkcji Odporności (ang. CFIDS – Chronic Fatigue Immune Dysfunction Syndrome). Moje pierwsze przypuszczenie, że autyzm może być powiązany z układem immunologicznym miało miejsce w 1985 r. Byłem w trakcie badań różnych alternatywnych terapii, z nadzieją na pomoc żonie i innym osobom dotkniętym CFIDS. W tym samym czasie przekazano mi do diagnozy kilkoro dzieci z autyzmem. Te dzieci nigdy nie miały badań krwi, ponieważ nikt nie traktował ich problemu za „medyczny”. Ku mojemu zaskoczeniu, miały one podobne profile w badaniach aminokwasów jak dorośli z CFDIS, z którymi miałem styczność. Nie mogłem się nadziwić: “Co autyzm może mieć wspólnego z układem odpornościowym?”

Etiologia autyzmu

Wraz z tym  stosunkowo nowym myśleniem powstało kilka teorii nt. biologicznych przyczyn autyzmu. Niektórzy lekarze uważają, że autyzm jest rezultatem defektu metabolicznego, enzymatycznego lub genetycznego.  Osobiście  nie wierzę, że dotyczy to większości dzieci dotkniętych autyzmem, chociaż niektóre z nich mogą cierpieć na wrodzony genetyczny lub funkcjonalny defekt, obecny od wczesnego okresu płodowego. Ponadto wcześniejsze  teorie zdają się nie odpowiadać, ani nie tłumaczyć dużego wzrostu liczby dzieci, u których obecnie diagnozuje się autyzm. Według mnie syndrom autyzmu prawdopodobnie jest stanem dysfkuncji wywoływanym w mózgu przez rozregulowany układ odpornościowy. Jest możliwe, że ta dysfunkcja występuje u osób predysponowanych genetycznie. Ta predyspozycja jest w jakiś sposób uruchamiana przez różne presje wywierane na układ odpornościowy. Jej dotkliwość jest różna w zależności od osoby oraz wieku, w którym schorzenie się ujawnia. Jeżeli spojrzymy na to w odniesieniu do przyczyn ślepoty, będzie to bardziej zrozumiałe. Jest wiele niewidomych osób, ale przyczyny ich ślepoty są bardzo różne. Jest to zgodne z teorią dysfunkcji odpornościowej. Niezależnie od przyczyn (genetyczne, środowiskowe, kombinacja wirusów itp.), wierzę, że to jest powiązane z odpornością, anormalnym “zamknięciem” przepływu krwi w mózgu, a tym samym z funkcjonowaniem centralnego układy nerwowego. U osób dorastających i dorosłych ta dysfunkcja objawia się jako CFIDS i inne różnorodne atypowe zaburzenia auto-odpornościowe. U starszych dzieci jest widziana jak warianty ADD (Attention Deficit Disorder – zaburzenia koncentracji) / ADHD (Attention Deficit Hyperactive Disorder – zaburzenia koncentracji w połączeniu z nadpobudliwością). A u młodszych dzieci / niemowląt, objawia się jako autyzm, syndrom autystyczny lub PDD (Pervasive Development Disorder – pogłębiające się zaburzenia rozwoju).
Kiedy te dzieci są poddawane badaniu NeuroSPECT (testowi mierzącemu przepływ krwi w różnych częściach mózgu) oraz klinicznym badaniom krwi, ten związek staje się bardziej niż uzasadniony, staje się po prostu logiczny. Teoria, iż większość AS/ PDD jest prawdopodobnie zaburzeniem autoimunologicznym związanym z układem odpornościowym   zyskuje coraz większą akceptację. Wyjaśnia ona progresję  syndromu autystycznego pomiędzy 15 a 24 miesiącem życia. Dysfunkcja / brak przepływu krwi w konsekwencji prowadzi do uszkodzenia komórek nerwowych, co wyjaśnia nieprawidłowe fale mózgowe i dużą liczbę autystycznych dzieci nagle klasyfikowanych jako zespół Landau-Kreffnera. Różnorodne wskaźniki metaboliczne, psychologiczne,  immunologiczne, które u tych dzieci są niezgodne z normą, “mają sens”, jeśli weźmie się pod uwagę szerszy obraz i uzna za pierwotną przyczynę autyzmu dysfunkcję immunologiczną, wywołującą liczne zaburzenia wewnątrzkomórkowe / mitochondrialne. Często nierozumiany jest fakt, że dysfunkcja ma swój początek w układzie odpornościowym, a nie w uczuleniu na kazeinę, gluten, czy innych metabolicznych nadwrażliwościach. Dzieci z autyzmem mają wiele nieprawidłowości metabolicznych, ale jest to rezultatem problemów w ich układzie odpornościowym.
Jeśli dysfunkcje metaboliczne byłyby przyczyną zaburzeń, ich skorygowanie wyeliminowałoby chorobę. Gdyby autyzm powodowały kazeina lub gluten, wyeliminowanie ich z diety wyleczyłoby dziecko, lecz tak się nie dzieje.
Jeśli dysfunkcja metaboliczna jest drugorzędnym czynnikiem autyzmu, to dlaczego rzadko, jeśli w ogóle, spotkamy się z wyleczeniem pacjenta poprzez leczenie raczej „drugorzędnego”, niż „pierwotnego” problemu. Podobnie, jeśli byłoby prawdą, że dorośli cierpiący na chroniczne zmęczenie mają defekt metaboliczny, dlaczego wielu z nich całymi latami prawidłowo funkcjonowało?

Podczas studiów  medycznych nauczono mnie dociekania przyczyn i tego, co się z nimi wiąże. Ważniejszym niż  leczenie widocznych objawów jest leczenie przyczyny choroby.

Terapie medyczne
Większość dzieci, z którymi się spotykam, ma zdrowy organizm z reagującym i wrażliwym układem immunologicznym. Pierwszym krokiem jest zbadanie funkcjonowania różnych układów w organizmie. Jeżeli nie zostanie odnaleziony inny problem zdrowotny, należy przyjąć, że tym, co powoduje brak równowagi / dysfunkcję w mózgu jest układ odpornościowy. Niestety, nowoczesne, potencjalnie bezpieczne modulatory odporności nie są jeszcze dostępne (sterydy, IVGG, są starymi modulatorami odporności, ani bezpiecznymi, ani skutecznymi przy tego rodzaju zaburzeniach immunologicznych). Dopóki te modulujące odporność leki są w kontrolowanych naukowych badaniach poddawane  testom, sposobem by pomóc dzieciom jest podejście całościowe, przy użyciu sposobów i leków obecnie dostępnych. Układ immunologiczny dziecka, które po raz pierwszy trafia do mojego gabinetu już od długiego czasu nie funkcjonuje prawidłowo. Ten dysfunkcyjny proces nie pojawił się w ciągu jednej nocy i potrzeba czasu, by doprowadzić do równowagi organizm i układ odpornościowy, by się “ochłodził”.
Szanse, że wyreguluje się dysfunkcyjny układ odpornościowy są tym większe, im bardziej udaje się organizm doprowadzić do normy.          Spowodowanie po latach dysfunkcji samowyleczenia  się, jest procesem trudnym i skomplikowanym. Jeśli jednak usunie się sprawców  nieprawidłowych reakcji układu immunologicznego,  łatwiej doprowadzić do  normalizacji organizmu.

Rola alergenów i diety
Zwykle rozpoczynam badania od testów krwi, by wykryć alergie, które mogą być przyczyną reakcji układu odpornościowego. Często dzieci autystyczne wykazują alergie na wiele rodzajów pożywienia niekoniecznie dlatego, że faktycznie są uczulone, ale raczej dlatego, że ich układ odpornościowy jest  tak „podkręcony”, że reaguje na wszystko. Ta reakcja może, lecz nie musi wystąpić jako tradycyjna reakcja alergiczna – astma, wysypka, czy pokrzywka. To co często ma miejsce, jest nieprawidłowym, związanym z odpornością „zamknięciem” przepływu krwi w mózgu, który działa na rejon funkcji językowych i społecznych i na funkcjonowanie centralnego układu nerwowego.
Zaczynam regulowanie układu odpornościowego od zalecenia diety wolnej od produktów mlecznych, czekolady i produktów razowych. Stanowi to pomoc w  redukowaniu presji wywieranej na układ odpornościowy. Jeśli produkty te zostaną odstawione  96-98% prawdopodobnych alergii „pokarmowych” zostaje złagodzonych. Jednak nie wierzę, że możliwa jest naprawa zdrowia wyłącznie za pomocą diety. Gdyby tak było rodzice (i lekarze ) słyszeliby już o wielu “nieprawdopodobnych” sukcesach, a uznane „instytucje” przeprowadzałyby próby kliniczne, aby zbadać te “sukcesy”.

Skoro diety eliminacyjne nie zaowocowały wyzdrowieniami lub nawet udokumentowanymi przypadkami znacznie polepszonych funkcji poznawczych, to stosowanie wobec dzieci ekstremalnych diet jest nielogiczne, a nawet  może szkodliwe. Niekiedy one same przechodzą na takie ekstremalne żywienie, bo zjadają  ograniczone ilości produktów. Nie sądzę, żeby takie odżywianie było zdrowe. Dla większości dzieci najważniejsze to wyeliminowanie “głównych złoczyńców” w ich dietach, będących sprawcami reakcji układu odpornościowego. Niektórzy lekarze i homeopaci polecają eliminację glutenu / pszenicy. Według mnie wyeliminowanie całej pszenicy nie jest konieczne. Sądzę, że te dzieci wykazują poprawę, ponieważ, kiedy są na diecie wolnej od glutenu / pszenicy nie jedzą produktów razowych. Zazwyczaj  to, czego potrzeba, to wyeliminowanie z diety produktów razowych pszenicy i innych zbóż (ze względu na ich potencjał alergizujący).
Zwykle  nie skupiam się na kazeinie, poza zaleceniem wyeliminowania podstawowych produktów mlecznych. Uważam, że chociaż teoretycznie mogą one odgrywać niewielką rolę w tle, to jeśli generalnie zostaną obniżone alergie, zmniejszy się też ilość reakcji układu immunologicznego. Wyeliminowanie „głównych złoczyńców” jest niezwykle ważne, jednak „dozwolone” przetworzone produkty mogą być spożywane tak długo, jak  długo wydają się nie wywoływać reakcji. Usunięcie zbyt wielu produktów z diety dziecka zwiększa ryzyko zaburzenia równowagi metabolicznej, zamiast pomóc ją znormalizować. (Uwaga: wiele suplementów mających za zadanie uzupełnianie ekstremalnej diety może samych w sobie zawierać alergizujące składniki i działać jak negatywne bodźce dla układu odpornościowego i organizmu dziecka jako całości. Mogą one nie być prawidłowo wchłaniane lub zawierać niebezpieczne zanieczyszczenia. Dzieci mogą być dużo bardziej narażone na ryzyko przez dietę z “suplementami”, niż przez prawidłowo użyte farmaceutyki).
Przewód pokarmowy jest naładowany limfocytami (białymi ciałkami krwi, które zwalczają infekcje i choroby). Te limfocyty komunikują się z mózgiem.  Jest  zrozumiałe i „logiczne” , że jeśli organizm jest wrażliwy na białko mleka i białko razowej pszenicy, to kiedy te pojawią się w przewodzie pokarmowym, spowodują reakcję układu odpornościowego.
Wraz z rozwojem badań okazało się, że mleko i nabiał mogą faktycznie powodować mikroskopijne straty krwi w jelicie poprzez „reakcyjny” stan zapalny jelita. Ciekawe, że większość populacji świata bardzo choruje, gdy spożyje  mleko krowie. Najwidoczniej nie jest normalną ludzką cechą trawienie białek mleka krowiego.
Azjaci mają dużo zdrowsze tętnice, niż my. Przypuszczalnie jedna z głównych przyczyn, dlaczego tak się dzieje, jest fakt, że spożywają oni białko sojowe zamiast białka mleka. Nabiał jest głównym źródłem cholesterolu. Jeśli wyeliminuje się mleko z posiłków można pośrednio pomóc całej rodzinie. Rodzice często martwią się, że dziecko nie spożywa wystarczająco dużo wapnia. Mleko sojowe i ryżowe często zawiera dodatek wapnia oraz witamin A i D. Jednak, jeśli dziecko (chłopiec i dziewczynka) ma normalną dietę, otrzyma odpowiednią ilość wapnia. Dieta nastoletnich dziewczynek, które nie spożywają dużo nabiału, powinna być uzupełniana. Zazwyczaj nie jest to konieczne w pierwszych trzech -czterech miesiącach, ale  z czasem może zaistnieć potrzeba dodania do diety suplementów wapnia. Ja często sugeruję Tums®, będący bardzo bezpiecznym źródłem wapnia o przyjemnym dla dziecka smaku. Wiele dzieci i dorosłych wrażliwych na mleko, ale spożywających nabiał, ma niski poziom żelaza. Ich poziomy hemoglobiny / hematokrytu są chronicznie na niskim poziomie, nawet jeśli nie są całkowicie „anemiczni”.  Jest to typowe dla mikroskopowej utraty krwi spowodowanej stanem zapalnym śluzówki. Jeśli nabiał i mleko zostałyby wyeliminowane z diety, a następnie wykonano by biopsję jelita, błona śluzowa (taka jak ta wyściełająca np. jamę ustną i usta) będzie wyglądać normalnie. Gdyby wprowadzono do diety ponownie mleko i nabiał, błona śluzowa byłaby w stanie zapalnym i wyglądała na otartą. (Zatem, naprawianie “cieknącego” jelita i wspomaganie organizmu przez usuwanie negatywnych czynników jest ważniejsze niż “suplementy” i żywieniowe „mieszanki”).

Jako pediatra rutynowo spotykam się z dziećmi, które przez 12 miesięcy dobrze funkcjonują na odżywkach (nawet tych opartych na mleku), ale kiedy są przestawione na prawdziwe mleko, doświadczają przekrwienia, zadyszki, rozstroju żołądka i całego spektrum przedtem nie odnotowywanych objawów. Spożywanie nie przetworzonego białka jest dużo bardziej alergizujące i z wyższą częstotliwością wywołuje reakcje układu odpornościowego.
Reakcja na produkty przetworzone nie jest aż tak zła. Kiedy pożywienie jest przetwarzane, zmienia się struktura białka.  Zdarza się, że dziecko, które wpada w szał po spożyciu mleka, nie będzie reagowało na „przetworzony” ser.  Kiedy struktura białka ulegnie zmianie, pokarm nie wywoła już reakcji alergicznej. Produkty ze sklepów ze zdrową żywnością niekoniecznie są najlepsze dla autystycznych dzieci ze względu na to, że są mniej przetworzone i oczyszczone. Są z mąki razowej  albo zawierają dużo ziaren. Dla tych dzieci najtańszy biały chleb (nie razowy, nie zawierający mleka ani serwatki) jest często najwłaściwszym wyborem.

Jak specyficzny jest układ odpornościowy ilustruje scenka:  Dzwonią rodzice po odebraniu wyników testów pokarmowych: “Dlaczego nie powiedzieliście: ‘żadnych jajek”?” Prawie zawsze wychodzą bardzo wysokie liczby przy żółtku i białku jajka.  Zwykle na to odpowiadam: “Proszę to ignorować”. Jeśli u dziecka nie występuje egzema na skórze spowodowana przez żółtko lub jajko, to z jakiegoś powodu ścieżka reakcji immunologicznej wywoływana przez jajka wydaje się nie odgrywać roli, jeżeli chodzi o mózg. Rzadko muszę się martwić o odstawienie dziecku jajek, nawet, jeśli mieliśmy „niesamowitą reakcję” w pokarmowym teście przesiewowym. Rodzice muszą mieć świadomość faktów, które są znane lekarzom, o których uznanie  „walczyli” latami: nie ma żadnego „doskonałego” testu / badania przesiewowego, wyniki zawsze muszą być interpretowane w kontekście klinicznym. Sztywne podporządkowanie się interpretacji przesiewowych badań pokarmowych i metabolicznych nie sprawi tego, czego oczekują rodzice. Może to doprowadzić do popełnienia wielu błędów, które mogą “metabolicznie” i psychicznie dzieciom szkodzić. Przetworzone pożywienie może wywołać mniejszą reakcję, jednak  nie sposób przecenić znaczenia unikania alergenów. Szczególnie początkowo ważne jest unikanie pokarmów, które wywołują reakcję układu odpornościowego. Jeżeli taka reakcja się pojawia, organizm jest pod jej wpływem przez minimum tydzień do 10 dni (czasami dłużej). Zatem należy być szczególnie skrupulatnym na początku kuracji, kiedy naszym celem jest “ochłodzenie” układu odpornościowego.

Jeśli jesteśmy postawieni wobec konieczności wyboru pożywienia albo z mlekiem, albo z cukrem, lepiej wybrać cukier.  Od cukru dziecko może być pobudzone przez kilka godzin, ale to mija stosunkowo szybko. Białko mleka lub inne alergeny mogą wpłynąć na organizm na dwa do trzech tygodni. Ponieważ  jednak cukier jest odżywką dla drożdżaków, byłoby dobrą praktyką ograniczanie cukrów w ogóle. Należy też zachęcać dziecko by spożywało więcej białka. To pozwoli zrównoważyć własne aminokwasy, co z kolei złagodzi część problemów dzieci. Wszystkie te dzieci potrzebują białka. Konieczne jest też ograniczanie skrobi. Śniadania, obiady i kolacje powinny być zdrowe. Czasem proces przywracania układu odpornościowego do normy może być bardzo zwodniczy. Rodzicom może wydawać się, że dziecko jest w świetnej kondycji i zdaje się być prawie „wyleczone”, kiedy nagle wszystko się załamuje. Dziecko może wydawać się być w dobrym stanie, ale jeżeli organizm nie zakończy  procesu powrotu do równowagi, nadal będzie miało reagujący, wrażliwy układ immunologiczny . Nawet jeżeli dziecko funkcjonuje na bardzo wysokim poziomie, nie może być uważane za „wyleczone”, dopóki układ odpornościowy naprawdę się nie znormalizuje. W rzadkich przypadkach dzieci faktycznie „wyrosną” z tego, zwłaszcza, jeśli podjęło się kroki do znormalizowania ich organizmów; naprawdę jednak trzeba dużo cierpliwości i użycia nowych leków modulujących odporność, by rzeczywiście wyrównać ich rozregulowane układy immunologiczne.
O kuracji należy myśleć w sposób ciągły. Im bliżej dziecku do normalności, tym większa szansa, że organizm zakończy ten proces. Ale jeśli nie dokona się tego ostatniego kroku, jeśli proces nie zostanie zamknięty, trzeba zakładać, że układ odpornościowy jest nadal wrażliwy i potencjalnie może reagować.  Logicznie myśląc, ja tylko próbuję pomóc dziecku „wyregulować” organizm (i mózg). Jak mogę mu pomóc? Jeśli zmienimy dietę, istnieje możliwość, że organizm sam będzie dążył do równowagi. Jak dotąd nie ma żadnych dowodów na to, że u tych dzieci występuje jakiś wcześniej istniejący wrodzony defekt enzymatyczny bądź metaboliczny. Dlatego koncentruję się na całościowym odżywianiu, zachęcając by spożywać więcej białka, mniej skrobi, co pozwoli zrównoważyć i zastąpić niezbędne aminokwasy (cegiełki budujące białko) i inne substancje odżywcze.
Poza rzadkimi wyjątkami, nigdy nie stawiam ograniczeń, gdy naprawdę widać, że dziecko ma się lepiej i jest to bezpieczne. Przekonałem się, że w większości przypadków można dojść do punktu “ochłodzenia” układu odpornościowego. Nadal należy  „bezpiecznie” pomagać tam, gdzie jest to medycznie i żywnościowo możliwe i co niezwykle ważne, unikać „złoczyńców” czy bodźców wywołujących reakcje. Jeśli dziecko ma się lepiej, testy alergiczne wykazują brak alergii na jabłko, a my podamy mu sok jabłkowy i ono zaczyna obijać się o ściany, nie ma znaczenia, co mówi test. To dziecko nie powinno pić soku jabłkowego. W taki sposób rodzice powinni postępować z dzieckiem.
Dopóki nowe modulatory odporności nie zostaną przetestowane i nie będą gotowe do  podania pacjentom, uważam każdy krok leczenia  jako próbę pomocy w “ochłodzeniu” układu odpornościowego. Chociaż zasady są generalnie te same, każde dziecko musi być  traktowane indywidualnie.

Candida / drożdżaki i autyzm
Autor niniejszego artykułu chce podkreślić, że  mimo iż zdaje sobie sprawę, że dla środowiska lekarskiego jego stanowisko może być  kontrowersyjne, to zdecydowanie wierzy w istnienie logicznego związku pomiędzy drożdżakami, a dysfunkcyjnym układem odpornościowym. Jednak ta teoria nie jest jeszcze szeroko akceptowana przez lekarzy, choć w ciągu ostatnich kilku lat łatwiej jest o niej mówić i dyskutować. Candida jest drożdżopodobnym grzybem obecnym we wszystkich organizmach. Drożdżaki / candida egzystują w każdym normalnym przewodzie pokarmowym. I tutaj właśnie zaczyna się problem. Zdrowy układ odpornościowy utrzymuje drożdżaki pod kontrolą. Jeżeli nie działa on prawidłowo istnieje ryzyko, że dojdzie do przerostu drożdżaków i wystąpią problemy zdrowotne. Drożdżaki są jednym z patogenów, co do których przypuszcza się, że przyczyniają się do braku równowagi metabolicznej, co jest drugorzędnym rezultatem dysfukcyjnego / rozregulowanego układu odpornościowego. NIE jest pierwotnym powodem czy przyczyną autyzmu. Zrozumiałe, że jeśli układ odpornościowy jest rozregulowany, to potencjalnie drugorzędny problem spowodowany candidą musi być leczony. Niektórzy  lekarze stawiają hipotezę, że autyzm może być wywoływany przez “przeciekające” jelito. Z tą teorią związane jest założenie, że jeśli wycofamy alergeny i będziemy leczyć przerost drożdżaków, to przewód pokarmowy wróci do normalności. Jednak, skoro drożdżaki nie wywołują autyzmu ani PDD, leczenie kandydozy nie pomoże zakończyć autyzmu czy PDD. Moim zdaniem jest to jeden z wielu kroków niezbędnych by znormalizować organizm.
Wiele dzieci dotkniętych autyzmem, we wczesnym dzieciństwie miało częste infekcje ucha i otrzymywało nadmierne ilości antybiotyków. Rozwinęło to u nich problem przerostu drożdżaków. Inne możliwe czynniki przyczyniające się do przerostu candidy to terapie hormonalne (tj. sterydy, tabletki BCP, i inne), immunosupresyjna terapia lekowa, zachorowania na liszaj, ospę wietrzną lub inne przewlekłe zakażenia wirusowe, czy też narażenie na działanie substancji chemicznych, które mogą rozstroić układ immunologiczny.  Jest wielce prawdopodobne, że „ogólne” środowiskowe czynniki oddziałujące na układ odpornościowy (tj. dziura ozonowa, „toksyczne” chemikalia, itp.) mogą mieć znaczenie, wpływając na zdrowie wielu dzieci i dorosłych.
Uważam, że jest niemożliwe oczekiwanie od kogokolwiek, by pozostawał na diecie niezbędnej by kontrolować candidę – całkowicie wolnej od drożdży. Niezbędne staje się więc  podawanie leków i suplementów przeciwgrzybiczych i unikanie negatywnych czynników dietetycznych. W przypadku problemów z candidą, nawet przy stosowaniu leków przeciwgrzybiczych wciąż jest ważne ograniczanie cukru, ponieważ drożdżaki pączkują 200 razy szybciej w obecności cukru.

Jeśli stosowany jest silny przeciwgrzybiczy lek, taki jak Diflucan czy Nizoral, można założyć, że po upływie 1-2 miesięcy większość drożdżaków  wymrze. Ja nie stosuję Nilstatu ani Nystatyny. U większości dzieci Nystatyna nie jest skuteczna. Drożdżaki stały się odporne na Nilstat (i inne leki przeciwgrzybicze), tak jak bakterie – w przypadku antybiotyków.

Zazwyczaj stosuję Nizoral lub Diflucan przez ok. 4 do 6 miesięcy, próbując jednocześnie obniżyć inne presje wywierane na układ immunologiczny i poprawiać funkcjonowanie dziecka. Po 7-12 dni leczenia  niektórzy pacjenci doświadczają efektu „die off”. Jest to jedyny taki moment, gdy  „negatywna” reakcja na lek może być dobrym znakiem. Kiedy drożdżaki są zabijane odczuwa się “wyostrzenie” reakcji na “produkty” obumierających drożdżaków lub wytwarzają się wtedy „formaldehydo podobne” substancje, lub inne pochodne – potencjalnie toksyczne, mogące mieć wpływ na negatywne objawy u pacjenta, włączając w to obijanie się o ściany, uczucie nieszczęścia i pobudzenie nerwowe.  O ironio, faktycznie jest to dobry znak, wskazujący, że dziecko ma problem z drożdżakami, który może być skorygowany przy pomocy leków. Ważne jest, by rodzice podczas tego “die off”zgłosili się do lekarza, bo tylko  on może ich upewnić, że jest to rzeczywiście “efekt zanikania”, a nie reakcja na lek. „Die off” zwykle trwa ok. 7-14 dni i po tym czasie może nastąpić radykalna poprawa u dziecka. Jeżeli jednak stan pogorszenia nie skończy się po 14-17 dniach, to  generalnie jest to wskazanie  by zmienić lek przeciwgrzybiczy.  Jeżeli leczenie jest skuteczne to  zazwyczaj polepszeniu ulega kontakt wzrokowy. Dzieci zdają się bardziej dostrojone i mniej „mgliste”. Rodzice donoszą, że gdy drożdżaki są pod kontrolą to zmniejsza się częstotliwość nieprawidłowych odgłosów, zgrzytania zębami, gryzienia, bicia, pobudzenia i zachowań agresywnych. Dzieci już nie zachowują się głupio i nie śmieją się bez powodu – jak pijane.
Kiedy jest podawany Nizoral lub Diflucan przeprowadzam pacjentowi comiesięczne testy krwi, by monitorować funkcjonowanie wątroby zanim dojdzie do jakichkolwiek uszkodzeń. Wolę być zbyt ostrożny – „oficjalnie” testowanie jest rekomendowane co 2-3 miesiące.
Zmieniam lek po sześciu miesiącach, chociaż teoretycznie można by leczenie kontynuować. Robię tak, ponieważ Nizoral ma bardzo łagodne działanie na oś kory nadnerczy. Jest ona częścią wewnętrznego mechanizmu sterydów. Może to być nawet częścią sposobu, w jaki Nizoral pomaga organizmowi, ogranicza również czas, przez jaki powinno się go przyjmować. Generalnie próbuję przestawić pacjenta na Amfoterycynę B, która od niedawna jest zarejestrowana w USA jako lek doustny i może być legalnie sprzedawana przez apteki.
Jeśli leczenie przeciwgrzybicze jest całkowicie zakończone, ale układ odpornościowy nie powrócił do równowagi, infekcja powróci. Ostatecznie, kluczem jest własna zdolność organizmu do utrzymywania patogenów pod kontrolą. Niektórzy lekarze popełniają błąd, podając leki kontrolujące drożdżaki tylko przez kilka tygodni lub miesiąc, a następnie leczenie jest kończone, ponieważ dziecko ma się lepiej. Jeśli dziecku pomaga się przez krótki czas, a następnie leczenie jest wycofane, drożdżaki powrócą, być może nawet jako silniejszy, bardziej oporny szczep. Chodzi o to, by leczenie przywróciło dziecko do zdrowia i znormalizowało jego układ immunologiczny,  wtedy też będzie możliwe zaprzestanie wszelkiego leczenia, bez ryzyka nawrotu choroby.

 Leki przeciwwirusowe
Jeżeli badania krwi wskazują na obecność wirusa spokrewnionego z liszajem lub “niezidentyfikowanego” retrowirusa, podawana jest dawka terapeutyczna przeciwwirusowego leku Zovirax. Jedyną rzeczą (teoretycznie) leczoną Zoviraxem są wirusy spokrewnione z opryszczką. Jeżeli wirus jest obecny i poddaje się kontroli, to leczenie przeciwwirusowe jest jednym z wielu podstawowych kroków,  niezbędnych aby pomóc układowi odpornościowemu.  U kilku starszych dzieci zaczynam obecnie używać Valtrex, który jest ulepszoną wersją Zoviraxu. Nigdy niczego nie zapisuję dzieciom, jeśli nie mogę powiedzieć „to jest bezpieczne”. Kiedy mowa o liszaju, wszyscy myślimy o opryszczce, ranach pochwy, ale nie zawsze bierzemy pod uwagę ospę wietrzną, CMV (cytomegalowirusa), czy Epstein Barr. To również są wirusy liszajowe. Mają one wyjątkowa zdolność pozostawania, nawet kiedy widoczne objawy już dawno ustąpiły. Są w różnych miejscach ciała i żyją w zwojach nerwowych. Być może „nowy” wirus spokrewniony z liszajem lub retrowirus może odgrywać rolę w niektórych tych epifenomenach. Jednakże, obecnie nie mamy technologii by badać i rozumieć, jak to wszystko działa.

Selektywne Inhibitory Wychwytu Zwrotnego Serotoniny (SSRI))
Jedynym medycznym środkiem, który jest rutynowo dostępny i bezpośrednio zdaje się działać na płat skroniowy mózgu, są tzw. Selektywne Inhibitory Wychwytu Zwrotnego Serotoniny (z ang. SSRI). Leki, które należą do tej  grupy to Prozac, Paxil i Zoloft.  Po raz pierwszy leki oddziaływają na konkretną ścieżkę w mózgu i blokują wychwyt zwrotny uwolnionej serotoniny. Jeśli uwolniona serotonina “pozostaje dłużej / bardziej skuteczna”, część mózgu działa sprawniej. Prozac może również wywołać zmianę części osi „neuro-odpornościowej”, podwyższając przepływ krwi i funkcje płatu skroniowego. Zwiększony przepływ krwi i lepsze funkcjonowanie płatów skroniowych pomaga w wielu problemach z zachowaniem u dzieci z autyzmem. Poprzez przywrócenie i zachowanie funkcji płata skroniowego można więc także pomóc zachować zdrowszy mózg. Co ważne, nie jest to forma  kontrolowania zachowań przez leki. Zwykle u 4-5-cio latków jest stosowana bardzo mała dawka: ok. 2-4 mg. Gdyby celem było kontrolowanie zachowania dziecka, podawano by 10-20 mg. Natomiast wszystko, czego potrzeba by pomóc mózgowi w funkcjonowaniu, to bardzo mała, ale stała dawka.
Celem użycia tych leków jest spowodowanie, by mózg dziecka lepiej funkcjonował. W przeszłości, mówiąc o antydepresantach miało się na myśli Valium, Librium, Fenobarbital, w ten sposób „uspokajało” się kogoś. To nie to samo, co czyni się za pomocą Prozacu, Paxilu, czy Zoloftu. Firmy farmaceutyczne próbują stworzyć leki, które wspomagają mózg bardziej fizjologicznie, niż poprzednio. SSRI reprezentują pierwsze z nowo “zaprojektowanych” leków, mających zdolność fizjologicznego oddziaływania na mózg. Dzięki medycynie, leki te mogą pomóc dziecku lepiej funkcjonować. Pomagają w funkcji przekaźnikowej i zwiększają przepływ krwi w części mózgu, która poprzednio prawidłowo nie funkcjonowała. A kiedy mózg zacznie pracować, efekty osiągane przez te dzieci mogą być fenomenalne, ponieważ  są one zazwyczaj niezwykle bystre.

(Uwaga: chociaż leki mogą pomóc, autor niniejszego artykułu uważa, że nawet unikając ryzyka dzięki niskim dawkom,  nie można ocenić ich pozytywnych efektów bez kontroli i  bez  połączenia w tym samym czasie z dietą i z  innymi metodami).

Środki  modulujące odporność
Są to preparaty, które już zostały przetestowane i opracowane, a obecnie przechodzą nowe testy, które pomogą nam wyregulować system odpornościowy u dorosłych. Istnieje nadzieja, że będą mogły dostroić i skierować system immunologiczny na prawidłowy tor. Te leki już istnieją, ale są dostępne tylko poprzez właściwe protokoły badawcze. Potencjalnie mogą korygować wszystkie problemy funkcjonalne związane z autyzmem i innymi zaburzeniami uczenia  wieku dziecięcego, które są związane z odpornością. Z zasady badania prowadzi  się na dorosłych, żadna z agencji nie chce testować dzieci, one są ostatnie w kolejności. Zbyt duża jest odpowiedzialność. Dopiero, kiedy efekty u dorosłych zostaną szeroko potwierdzone, będzie się w ogóle rozważać leczenie dzieci. Jeśli medycyna nie zboczy ze zwykłego kursu, testy u dzieci będą dostępne dopiero za 4 do 5 lat. To zbyt długo, by czekać. Musimy sprawić by można to zrobić wcześniej. Nawet, gdy zostaną ustalone środki, które „znormalizują” funkcjonowanie lub zatrzymają występowanie u autystycznych dzieci anormalności, muszą one być zastosowane, zanim dzieci przejdą ważne etapy rozwojowe. Istnieje obawa utraty  korzyści, jeśli leki zostaną podane dopiero w późniejszym okresie życia. Niezwykle ważne jest finansowanie tych badań. Nie możemy „oddać autyzmowi” dzieci, które mogą żyć normalnie.  Wydaje się, że można znacznie wesprzeć działanie niektórych części mózgu nawet u starszych dzieci,. Jeśli usprawniają się funkcje poznawcze, zmienia się perspektywa na przyszłość. Ale wychowawcy i terapeuci muszą myśleć raczej o “rehabilitacji” zamiast o “uczeniu”.

Witaminy – suplementy żywnościowe – terapie naturalne
Uważam, że mechanizm witaminy B nie działa u dzieci z autyzmem (tak jak poprzednio, jest to wtórny efekt dysfunkcji mitochondrialnej / odpornościowej, a nie pierwotna przyczyna). Być może z tego powodu duże dawki Super Nu Thera zdawały się nie działać. Wierzę w ten produkt, ale nie popieram ślepego podawania go dzieciom. Być może duże ilości Super Nu Thera nie są przyswajane, a małe wchłaniane ilości mogą pomagać niektórym dzieciom. Niektórzy neurolodzy obawiają się, że jeżeli jakieś dzieci będą przyjmować zbyt dużo witamin, zaszkodzi to zdrowiu. Konieczne są kontrolowane próby, by wskazać prawidłową dawkę i prawdziwe bezpieczeństwo / ryzyko tego czynnika. Każdy czynnik (żywnościowy, naturalny, medyczny) musi być oceniony co do skutków (dobrych lub złych) oraz długoterminowego bezpieczeństwa. Narażanie organizmu dziecka na skrajności poprzez mega-dawki suplementów jest niebezpieczne. Zdrowy rozsądek nie oznacza „mega” dawek czegokolwiek. Więcej niekoniecznie oznacza lepiej. Ponieważ, jak zauważono wyżej, czynniki pokarmowe nie są przyczyną autyzmu, jest nielogiczne i potencjalnie szkodliwe narażanie dziecka na takie ekstremalnie  duże dawki.

Gamma Globulina
Z zasady  nie leczy się osoby dotkniętej autyzmem gamma globuliną IM, ale może ona mieć charakter pomocniczy, “wspierający” terapię. Gamma globulina nie jest podawana na inne różnorakie ostre procesy autoimmunologiczne. Niestety, gamma globulina IV (dożylna) nie jest taka sama jak IM (domięśniowa). W przypadku gamma globuliny IV, produkt z ludzkiej krwi jest kierowany bezpośrednio do żył i musi być przygotowany / przetwarzany inaczej niż IM. W tego typu terapii istnieje niebezpieczeństwo zarażenia żółtaczką i / lub innymi niezidentyfikowanymi retrowirusami. Obecnie nie ma żadnych wiarygodnych testów na żółtaczkę typu C  (choć pewne metody staja się dostępne), D, E, F, G itd. Jeżeli zaistnieje u dziecka z niskim IgA reakcja alergiczna, realne staje się zagrożenie ciężką chorobą lub nawet śmiercią. Ten rodzaj terapii może być bardzo niebezpieczny. Ostatnio, na środkowym wschodzie USA (wydaje mi się, że w Minnesocie i / lub Michigan), miało miejsce 12 przypadków żółtaczki typu C zakażonej przez złą partię gamma globuliny IV. Tego typu  ryzyko nie jest uzasadnione przy niedużym  prawdopodobieństwie „sukcesu” tego czynnika.

Dzięki gamma globulinie IV w niektórych przypadkach może nastąpić niewielka poprawa, ponieważ po raz kolejny winnym problemów dzieci jest dysfunkcyjny układ immunologiczny, a ta substancja może mu pomóc. Problem polega na tym, że osiągnięta korzyść nie jest to trwała. Dopóki nie będą dostępne nowsze modulatory odporności, o wiele większe prawdopodobieństwo sukcesu ma zintegrowany protokół poprawy  stanu układu odpornościowego. Jeżeli wesprze się układ odpornościowy, organizm zacznie naprawiać się sam.

Koncentracja na terapii – cele – zagadnienia

Nawet jeśli istniałby sposób na natychmiastową normalizację organizmu, nadal dziecko musi nadrabiać zaległości i być „re-edukowane”. W przeszłości u dzieci z autyzmem koncentrowano się na edukacji, współpracy, zachowaniu, a NIE na poprawie procesów poznawczych. Obecnie ma miejsce  ukierunkowanie na „rehabilitację”, ale pilnie potrzebny jest pełen przegląd technik i celów. Niestety, lekarstwa i inne wysiłki by „uspokoić” mózg dziecka mogą również pozamykać obszary, które chcemy poprawić. W przypadku każdej terapii medycznej czy leku koniecznie trzeba zadać pytanie o to, czy skutkiem jest wyrazistsze spojrzenie dziecka, czy lepiej i szybciej funkcjonuje? Czy może są jakieś efekty ubocznej zapisanej terapii?

Trudną kwestią jest czasem rozróżnienie tego, co jest behawioralne od tego, co jest medyczne. Jeśli zmiana polega na tym, że dziecko jest bardziej dostrojone, lepiej funkcjonuje, ale też – “zamęcza” rodziców lub terapeutę, należy z tym uporać się behawioralnie, nie medycznie. Obserwuję, że im lepiej funkcjonuje mózg takiego dziecka, tym bardziej zachowuje się jak 2-3 latek, który nigdy nie poczuł „cugli”. Jeżeli ma to miejsce w przypadku lepiej funkcjonującego mózgu, nie jest skutkiem negatywnym. W moim doświadczeniu klinicysty mogłem obserwować jak małe dzieci (poniżej 4 lub 5 lat) „załapują” w tym miejscu, w którym zatrzymał się rozwój ich mózgu. Muszą przejść te same kroki rozwojowe, co inne dzieci, lecz czynią to w późniejszym wieku. Rozwojowo zachowują się jak dwuletnie dziecko, ale mają ciało i umiejętności 4-5 latka. Starszemu dziecku można znacznie pomóc, poprawiając jego funkcje poznawcze, jednak jak wyżej zauważono, proces rehabilitacji jest dłuższy, a wysiłek większy. Często rozwiązywanie złożonych problemów behawioralnych jest długotrwałe i skomplikowane (być może z powodu wieloletniej frustracji spowodowanej  niezdolnością komunikacji).

Zdarza mi się słyszeć  rodzica 4-5 latka mówiącego, że dziecko robi dokładnie  te rzeczy, które przestało robić w wieku dwóch lat. W tych przypadkach nie jest to regresja. To tak, jakby przesunąć mózg z powrotem do miejsca, w którym zatrzymał się w wieku 1,5-2 lat. Właśnie tego oczekujemy i dopóki będzie udawało się dziecku przechodzić  te etapy i nadrabiać stracony czas, przyjmujemy to za prawidłowość. Dziecko, które  robi postępy, nawet jeśli jest dysfunkcyjne, potrzebuje pochwał, ograniczeń i konsekwencji. Problem polega na tym, że rodzice nie stawiają ograniczeń dziecku, które może fizycznie narobić kłopotów jak każdy  pięciolatek, choć wyznaczyliby je dziecku dwu- czy trzyletniemu. (Uwaga: Wszystkie dzieci przechodzą przez naturalną fazę sprawdzania, co wolno, a czego nie należy robić, itp.) Czas pomocy dzieciom z autyzmem jest ograniczony. Jeżeli dziecko nie rozwinie lub nie wykorzysta pewnych ścieżek w mózgu, może nigdy to nie nastąpić. Jeżeli dziecko nie używało pewnych ścieżek w płacie czołowym, mogą się one „w pełni” nie rozwinąć. Zwykle prognozy są tym lepsze, im młodsze są dzieci, gdy zaczyna się „doprowadzać do równowagi” ich organizm i układ odpornościowy. Im dzieci mają mniej dojrzałe mózgi, im dłużej nie dostaną pomocy, w tym gorszym będą stanie. Jednak dyskusja o „terminach krańcowych” musi być powzięta w kontekście naszej przeszłej (i generalnie teraźniejszej) niezdolności do prawidłowego mierzenia i oceny obiektywnego funkcjonowania obszarów mózgu.

Niektórzy lekarze będą twierdzić, że organizm jest nadal „naprawialny” w wieku 8 czy 9 lat, chociaż  w rzeczywistości istnieje granica. Z ich doświadczenia wynika, że dzieci pięcio czy sześcioletnie często „włączają” się i „załapują” w tym miejscu, gdzie się zatrzymały – w wieku półtora – dwóch lat. Stan dzieci  sześcio-,  dziesięcio-, czy jedenastoletnich także może się poprawiać, ale  jest to proces wolniejszy, często wymagający większej „pomocy” by „nauczyć się” podstaw, dorosnąć rozwojowo i dalej prawidłowo rozwijać się. Wszystkie te spostrzeżenia raz jeszcze wskazują, że nie możemy czekać zwyczajowe 10 do 20 lat na lek, mogący stać się ratunkiem dla tych dzieci. Jeżeli chcemy zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu, nadal musimy starać się skupić na „realistycznych” medycznych rozwiązaniach dostępnych w ciągu 1-2 lat, czy „genetycznych” terapiach, być może dostępnych w ciągu 10-15 lat. Kiedy pracujemy z autystycznymi dziećmi, nie powinniśmy bagatelizować tego, co jeszcze nieznane oraz nie doceniać  siły każdego organizmu. Przykładem niech będzie dziecko lekarza, które ma obecnie 10 lat. Trafiło ono do mnie dosłownie dzikie, tzn. rodzice już prawie chcieli oddać je pod opiekę instytucji. Obecnie chłopiec ten używa już kilku zdań. Jest w szkole i zaczyna się uczyć. Chociaż nie mogę powiedzieć rodzicom, że taką samą nadzieję żywię wobec dziewięciocio- czy dziesięcioletniego pacjenta, jak w przypadku cztero-,  pięciolatka, nie znaczy to, że nie można osiągnąć dużych postępów. Dziecko TERAZ ma szansę rozwinąć swoje umiejętności. Pokazuje, że jest bystre i może się uczyć.
Obraz autyzmu i jego implikacje

Niestety, ponieważ lekarze uwierzyli, że autyzm powinni leczyć psycholodzy i psychiatrzy, brak było na tym polu pediatrów. Uznani neurolodzy wierzyli i wciąż wierzą, że medycyna nic nie może zrobić, by pomóc tym dzieciom. Na szczęście neurolodzy i inni naukowcy pediatrzy, widząc zmiany u dzieci poddawanych leczeniu zaczynają odczuwać, że nadszedł czas weryfikowania poglądów.

[…] Przeszkodą nie do pokonania w zmianie wizerunku dzieci z  autyzmem jest obecny brak odpowiednich narzędzi do „obiektywnej” oceny funkcjonowania centralnego układu nerwowego, co z kolei sprawia, że wciąż są stosowane subiektywne testy i istniejące do tej pory procedury. Do dziś znani naukowcy potrafią stać na stanowisku, że jeśli czegoś nie da się zmierzyć, nie jest to prawdziwe. Być może jest właściwszym przyjęcie tezy, że są obszary funkcjonowania psychologicznego i metabolicznego, co do których nie rozwinęliśmy metod by je mierzyć, ale to nie znaczy, że powinny one być lekceważone klinicznie / medycznie.

Z upływem czasu staje się coraz bardziej oczywiste i potwierdzone klinicznie oraz badaniami, że autyzm jest zaburzeniem autoimmunologicznym (patrz poprzedni artykuł: „Autism and the Immune Connection”). Niektóre do tej pory stosowane terapie lekowe, metaboliczne i psychologiczne, które odniosły niewielki efekt, albo nie miały żadnego pozytywnego wpływu na leczenie tego typu zaburzeń u dorosłych, nie będą skuteczne u dzieci. Co więcej, wiele z nich może być potencjalnie szkodliwych.  Czym innym jest prowadzenie eksperymentów lub działań wobec dzieci  o dysfunkcyjnych, lecz potencjalnie zdrowych, normalnych mózgach, a inną rzeczą – u dzieci opóźnionych, lub mających uszkodzony mózg jest wypróbowywanie ryzykownej terapii czy leczenia z wieloma nieznanymi, lub niepożądanymi efektami ubocznymi. Część lekarzy prowadzi terapie lekowe czy homeopatyczne, co do których nie jestem pewien, czy są bezpieczne dla dzieci. Zapisują im ekstremalne diety i mega-dawki suplementów. Po części  ci lekarze mają rację, że procesy metaboliczne nie zachodzą u tych dzieci prawidłowo. Jednak ja uważam, że gromadzimy coraz więcej dowodów, iż są to wtórne efekty poddanego presji / dysfunkcyjnego układu odpornościowego, a NIE przyczyna autyzmu.

Zgadzam się, że niektóre rygory dietetyczne i suplementy żywnościowe mogą pomóc „ochłodzić” układ odpornościowy, jednak więcej, to niekoniecznie znaczy lepiej. Często te środki są zalecane, ponieważ „nie zaszkodzą”. Jednak szkoda powstaje przez brak rozpoznania i brak stosowania nowych terapii z modulatorami odporności, które mogłyby znormalizować układ odpornościowy tych dzieci. I szkoda dzieje się, gdy rodzice i lekarze używają potencjalnie niebezpiecznych terapii, a nawet dokonują operacji na mózgach tych dzieci z małym prawdopodobieństwem sukcesu.

Jest dobrą wiadomością, że dzieci dotknięte autyzmem, których układom immunologicznym udało się pomóc, pokazują, że są jasno myślącymi osobami. Dzieci z „etykietką” autyzmu / PDD nie są opóźnione. Mają normalną lub wyższą niż przeciętna inteligencję. Są dziećmi cierpiącymi na zaburzenia autoimmunologiczne, które można wyleczyć. Etykieta autyzmu jednak nadal przywołuje stare „negatywne myśli, negatywne implikacje”, co przeszkadza w rozumieniu, że istnieje priorytet i konieczność  niesienia pomocy dzieciom z autyzmem. Czas zmienić tę etykietę, ten obraz i przyszłość tych dzieci. Mam nadzieję, że rok 1997 to rok zmiany. Kiedy połączymy wysiłki  dla dobra tych dzieci… to musi się stać.

Tłumaczyła  Anna Szmytkowska